Najważniejsze i jedyne takie miasto
Urząd mera Paryża we francuskiej kulturze politycznej uważany był przez lata za niezwykle wpływowy, a niekiedy nawet za zagrażający swoją
siłą władzy centralnej.
Nie bez kozery Francję często określa się jako Paryż i całą resztę. To Paryż był przecież miastem wybuchu rewolucji francuskiej, a właściwie prawie wszystkich rewolucji, jakie wydarzyły się nad Sekwaną. Jest to centrum zarówno polityczne, jak i intelektualne Francji, a jak sądzą sami Francuzi, centrum całego świata.
Sam urząd mera istniał w czasach rewolucji i krótko w 1848, jednak po wybuchu Komuny Paryskiej rząd III Republiki zadecydował na o likwidacji władz miejskich stolicy Francji na stałe. Rezygnacja z nadania miastu jakiejkolwiek samorządności wynikała z obawy o zbyt silną pozycję Hôtel de Ville. Miasto było więc aż do 1977 roku zarządzane przez Prefekta Departamentu Sekwany, nominowanego bezpośrednio na mocy dekretu Prezydenta Republiki.
Do tego czasu Paryż był jedynym miastem w całej Francji bez własnych władz lokalnych.
Twierdza Paryż
Sytuację zmieniła dopiero prezydentura Valéry’ego Giscarda d’Estaing i jego program liberalnych reform,
sięgających także ustroju. To wtedy przywrócono urząd mera i rozpisano pierwsze od ponad stu lat wybory.
Paryż, po zwycięstwie młodego i ambitnego Jacques’a Chiraca, stał się na ponad 24 lata twierdzą prawicy, zabetonowaną przez sieci
klientelistyczne i niejasne powiązania finansowe partii Chiraca, postgaullistowskiego Zgromadzenia na Rzecz Republiki.
Apogeum systemu, który panował wówczas w mieście, przypadło na okres, gdy Chirac piastował jednocześnie stanowiska premiera Francji,
mera Paryża i lidera swojej formacji. W 2011 roku polityk został skazany za zdefraudowanie publicznych środków. Miało ono polegać na fikcyjnym zatrudnieniu działaczy partyjnych przez merostwo Paryża. Hôtel de Ville stał się jednak nie tylko zapleczem, ale również polityczną
trampoliną dla Jacques’a Chiraca, który w 1995 roku wybrany został na urząd prezydenta Republiki.
Era „Bobo”
Ujawnienie skandali korupcyjnych i oszustw na najwyższych szczeblach władzy w Paryżu doprowadziło do rozłamu i spadku poparcia
dla paryskiej prawicy.
Dotychczas rządząca RPR wystartowała jako dwie podzielone listy: jedna z nowym kandydatem na mera, druga skupiona wokół skompromitowanego następcy Chiraca, Jeana Tiberiego. Wybory w 2001 zakończyły się sukcesem socjalistów i Zielonych, a po raz pierwszy
od ponad 130 lat merem miasta został polityk lewicy.
Bertrand Delanoë i jego rządy w Paryżu stały się symbolem szerszej zmiany społecznej, jaka zaszła w stolicy Francji. Baza wyborcza, na której paryscy socjaliści zaczęli się opierać, zaczęła być określana jako „Bobo”, czyli Bourgeois-bohème. Utożsamiana była z ewolucją socjalistów, odejściem od roli tradycyjnych reprezentantów klasy robotniczej na rzecz bardziej miejskiej, postępowej, zielonej, ale również zamożniejszej lewicy, zamieszkującej coraz bardziej różnorodne paryskie dzielnice, wcześniej głosujące często na liberalną prawicę.
Paryż pod rządami Delanoëgo, jednego z pierwszych otwarcie homoseksualnych polityków we Francji, a później również za kadencji jego następczyni, Anne Hidalgo, zmieniał się w miasto bardziej ekologiczne i przyjazne rowerzystom.
Paryski ratusz przekształcił część dotychczasowych dróg w piesze promenady, zwiększył także tereny zielone i podwyższył ceny parkingów, aby zachęcić mieszkańców do wybierania komunikacji zbiorowej. Zwiększył liczbę żłobków i mieszkań socjalnych, wprowadził darmowe bilety do części muzeów, a w samym Paryżu znacznie spadło zanieczyszczenie powietrza. Stolica Francji stała się symbolem ekologicznych przemian, również za sprawą porozumienia paryskiego z 2015 roku.
Krytycy zarzucają socjalistom zwalczanie ruchu samochodowego, wzrost podatków i opłat w mieście, niewydolność miejskiego systemu oczyszczania, a także wzrost kosztów ponoszonych przez ratusz i niekompetencję w obszarze kryzysu migracyjnego. Za kadencji Hidalgo doszło też do dramatycznych wydarzeń z listopada 2015, czyli zamachu na klub Bataclan, który wywołał ogromne poruszenie i niepokój wśród Paryżan. Pozytywnym symbolem 24-lecia rządów socjalistów w mieście stało się natomiast oczyszczenie Sekwany i umożliwienie kąpieli w niej, co udało się przed Igrzyskami Olimpijskimi w Paryżu w 2024 roku.
Grégoire kontra Dati
Pytaniem jest, czy Paryżanie w wyborach 15 i 22 marca wybiorą kontynuację czy nowe otwarcie.
Emmanuel Grégoire, który uzyskał nominację Partii Socjalistycznej jako kandydat na mera, w prawyborach nie uzyskał poparcia Hidalgo,
mimo że był jej zastępcą przez 5 lat. Wiadomo, że ten duet polityczny jest ze sobą skonfliktowany po tym, gdy Grégoire opuścił ratusz, by zostać deputowanym do Zgromadzenia Narodowego.
Kandydatowi Unii Lewicy poza socjalistami udało się zgromadzić w koalicji także Zielonych, Partię Komunistyczną i rozłamowców z La France Insoumise. Poparcia udzielili mu również były mer Bernard Delanoë oraz dawna elita polityczna PS, z zasłużonym byłym premierem Lionelem Jospinem na czele. Hidalgo ostatecznie poparła swojego dawnego zastępcę, jednak akcenty w kampanii wyborczej Grégoire’a są postawione inaczej niż w poprzednich wyborach.
Filarami jego kampanii są kwestie mieszkaniowe i rosnące koszty życia. Sprzeciwia się gentryfikacji i coraz popularniejszemu najmowi krótkoterminowemu.
Kandydat Unii Lewicy zapowiada, że jeśli zostanie merem, działalność Airbnb w Paryżu zostanie zakazana. Według sondaży ma on największe szanse na zwycięstwo w pierwszej turze wyborów. Główną rywalką Grégoire’a jest znana, równie kontrowersyjna, zasłużona polityczka
centroprawicy, Rachida Dati, we francuskiej politycepostać niemal legendarna.
Dati od początku swojej działalności politycznej uchodzi za protegowaną byłego prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego. To za jego kadencji debiutowała w rządzie, zostając pierwszą muzułmanką i kobietą pochodzenia maghrebskiego na stanowisku Ministry Sprawiedliwości.
Od 17 lat jest także merem 7.dzielnicy Paryża, a na urząd mera miasta kandydowała już 6 lat temu, przegrała jednak z Hidalgo.
Przez ostatnie dwa lata pełniła także funkcję Ministry Kultury. Doszło wówczas do konfliktu Dati z jej macierzystą partią, Les Républicains. Dati nie złożyła teki ministry, gdy LR opuściło rząd Sébastiena Lecornu, co doprowadziło do starcia z kierownictwem Republikanów. Dati miała również zamiar wystartować przeciwko Michelowi Barnierowi, gdy ten kandydował do Zgromadzenia Narodowego. Za polityczką ciągnie się również sprawa lobbingu na rzecz koncernów takich jak Renault-Nissan czy azerski koncern naftowy SOCAR. Kandydatkę czeka jeszcze proces, i może to przesądzić o całościowym wyniku tych wyborów …
Rozłam
Pierwszy blok wyborczy startujący w tych wyborach to wspomniana wcześniej Unia Lewicy, skupiona przede wszystkim wokół Partii Socjalistycznej.
Blok wyborczy Changer Paris to koalicja łączącą Republikanów, Ruch Demokratyczny i część działaczy Renaissance (RE), formacji kierowanej przez Gabriela Attala. Z tej formacji wywodzi się Emmanuel Macron. RE początkowo wspierała Dati, a z jej kandydaturą sympatyzować miał sam Macron.
Jednak pod koniec października Attal wycofał dla niej poparcie. Dołączył do bloku wyborczego kierowanego przez Pierre-Yvesa Bournazela, członka Horizons. Horizons to partia byłego premiera Édouarda Philippe’a, jednego z popularniejszych w sondażach kandydatów w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Powodem wycofania poparcia dla Dati miały być przede wszystkim oskarżenia wobec niej, które skonfliktowały ją z jej dotychczasowymi sojusznikami politycznymi. Na szali ważył się przede wszystkim wizerunek Attala i RE, którzy nie chcą być kojarzeni z aferami dawnych elit politycznych.
Sojusz partii Philippe’a z Renaissance wciąż jest dla polityków tych partii opłacalny mimo rosnących napięć o przywództwo na politycznym centrum.
Philippe rywalizuje o kolejną kadencję jako mer Hawru, a jego wygrana w tym mieście to być albo nie być dla jego szans na prezydenturę.
Potencjalny dobry wynik Bournazela również wzmocniłby jego pozycję. Horizons wciąż są bliżsi Attalowi niż Republikanie, których lider,
Bruno Retailleau (który niedawno ogłosił swoją kandydaturę w 2027), próbował budować w rządzie wewnętrzną opozycję wobec Macrona.
Rozłam w koalicji Dati zbiegł się w czasie z kryzysem rządowym i opuszczeniem przez Republikanów rządu Lecornu.
(Nie)umacnianie się przez podział
Jaki może być skutek rozłamu na centroprawicy? Przede wszystkim może on doprowadzić do wzmocnienia szans lewicy na utrzymanie władzy w mieście świateł. Może się tu powtórzyć sytuacja z wyborów z 2001, które wyniosły do władzy Delanoëgo.
Decydującym czynnikiem jest nowa ordynacja wyborcza do rady miasta. Wprowadza ona system dwuturowy dla list wyborczych oraz próg 10% poparcia, który umożliwia samodzielny udział w drugiej turze. Listy z niższym wynikiem mogą natomiast łączyć się z tymi, które próg przekroczyły, co sprzyja zawieraniu porozumień między ugrupowaniami.
Dodatkowo zwycięska lista w drugiej turze otrzymuje premię w postaci 25% mandatów w radzie miasta, co wzmacnia jej pozycję przy tworzeniu większości decydującej o wyborze mera. Co to oznacza w praktyce? Według sondaży, do II tury może zakwalifikować się aż 5 list, a więc Grégoire, Dati, Bournazel, kandydatka skrajnej prawicy Sarah Knafo, a także Sophia Chikirou z La France Insoumise. Oznacza to aż dwie
listy bardziej lewicowe i 3 bardziej prawicowe. Jest to dobra wiadomość dla Parti Socialiste, gdyż pozwala na utrzymanie ich przewagi w drugiej turze, a co za tym idzie uzyskania bonusowej liczby mandatów.
Zwycięstwo PS jest tym bardziej prawdopodobne, że mało możliwa jest koalicja Republikanów z Knafo czy z Rassemblement Nationale, które prawdopodobnie nie wejdzie do II tury wyborów.
Problemem centroprawicy jest więc rozdrobnienie i to, czy jej politycy będą w stanie porozumieć się na tyle, aby zablokować zwycięstwo lewicy.
Szansa na to jest nikła, gdyż wśród elektoratu Republikanów współpraca ze skrajną prawicą nie jest mile widziana. Może to paradoksalnie
nawet wzmocnić Grégoire’a w ramach tzw. kordonu sanitarnego.
Nadzieją dla Dati może być więc niewejście Bournazela do II tury, co mogłoby wymóc na Horizons sojusz z LR. Socjaliści, choć skłóceni i rywalizujący o elektorat z La France Insoumise, zdają się korzystać na tym, że po sukcesie stworzenia szerokiej koalicji nie są między sobą tak podzieleni, jak ich polityczni konkurenci.
Wynik tych wyborów może dowieść, że rozłam i ambicje polityczne mogą być istotniejsze niż samo wygranie wyborów.



