Czy kogoś jeszcze obchodzą Oscary?

Oscarowa noc już za nami, gala pobiła kolejne rekordy w… najniższej oglądalności. 15 marca 2026 roku wydarzenie zebrało jedynie 17,86 milionów widzów, co stanowi 9 procentowy spadek względem zeszłego roku i prawie dwukrotny w porównaniu do wyników sprzed dekady.

Problem w branży filmowej istnieje od dawna, a diagnoza jest niejednoznaczna. Czy winowajcą jest twórcza jałowość? Nieustanne odgrzewanie tych samych motywów i sequele sequeli? A może chodzi o ekspansję platform streamingowych, które powoli wypierają kino z centrum kulturowego życia? Czy problemem jest przegrana walka o lichą uwagę widza (z której prowadzący galę, Conan O’Brien, żartował używając do tego “kultowej” gry Subway Surfers)? A może to zwykła niechęć do spędzania wieczoru przed telewizorem i oglądania, jak bogaci dziękują bogatym? Ostatecznie nie można wykluczyć teorii spiskowej, według której za spadek zainteresowania odpowiada bojkot baletmistrzyń i śpiewaków operowych, którzy skrupulatnie planują vendettę wymierzoną w pewnego aktora o francusko brzmiącym nazwisku.

Na każdej gali ogłasza się dwie rzeczy: listę zwycięzców oraz poglądy polityczne śmietanki artystyczno-towarzyskiej zachodniego świata. Kto jest za, a nawet przeciw? Jak tym razem skrytykować władzę (ale nie za mocno)? Z kim się solidaryzować?

Nota bene Polska (a raczej ówczesny PRL) również dostąpiła tego wsparcia ze strony gwiazd wielkiego ekranu, gdy w 1981 postacie takie jak Jack Nicholson, Jane Fonda czy Grace Jones kroczyły po czerwonym dywanie w Cannes z przypinkami z napisem “Solidarność”.

Przejdźmy więc przez kilka deklaracji, które pojawiły się podczas 98 ceremonii wręczenia Oscarów.

Javier Bardem i Wolna Palestyna

W trakcie prezentowania nagrody dla najlepszego międzynarodowego filmu hiszpański aktor pojawił się scenie z przypinką “No a la guerra”. Swój przekaz podkreślił następnie mówiąc “No to war and free Palestine”, na co widownia odpowiedziała salwą aplauzu.

Bardem wykorzystuję swoją prezencję publiczną i otwarcie mówi o ludobójstwie w Gazie. W lutym był jednym ze 100 celebrytów, którzy podpisali się pod otwartym listem krytykującym Berliński Festiwal Filmowy za przemilczenie sprawy palestyńskiej.

 Małgorzata Turzańska i ICE OUT

Niepozorna biała przypinka z napisem „ICE OUT” stała się jednym z najbardziej wymownych symboli tegorocznego sezonu nagród. Na czerwonych dywanach Złotych Globów, Grammy i SAG Awards pojawiała się z godną uwagi regularnością. Do swoich kreacji przypieli ją m.in Billie Eilish, Ariana Grande, Justin Bieber czy Joni Mitchell.

Do tego grona dołączyła również polsko-amerykańska kostiumografka nominowana do Oscara za kostiumy do „Hamneta” i tym samym dała jasno do zrozumienia, po której stronie sporu stoi. Jej gest wpisuje się w szerszy ruch protestu przeciwko działaniom administracji Donalda Trumpa w dziedzinie polityki imigracyjnej, który z czerwonego dywanu coraz śmielej wkracza do mainstreamu kultury popularnej.

 Pan Nikt kontra…? 

W kategorii najlepszego filmu dokumentalnego statuetkę otrzymali David Borenstein i Pavel Talankin za produkcję “Pan Nikt kontra Putin”. Obraz to studium bierności stosowanej jako strategia przetrwania. Krok po kroku, prawie niezauważalnie, rezygnacja z reakcji przyczynia się do utraty kraju przez obywatela.

Podczas odbierania nagrody reżyser nakreślił parę podstawowych zasad anatomii upadku państwa obywatelskiego. Na rzecz tej erozji składają się m.in. morderstwa dokonywane przez służby na ulicach miast czy oligarchowie przejmujący machiny medialne.
Każdy, kto nie reaguje, może zostać posądzony o współudział.

Pytanie, z którym Borenstein zostawił salę brzmi: czy mówił wyłącznie o Rosji?

Echa aresztowania Andrzeja

Nie każdy może być Rickim Gervais’em. Connan O’Brien próbował. Tegoroczny prowadzący pomiędzy czerstwymi żartami przemycił też kilka trafnych, w tym aluzję do wycieczki na komisariat byłego księcia Yorku.

O’Biren: „Po raz pierwszy od 2012 roku nie ma brytyjskich aktorów nominowanych do nagrody dla najlepszego aktora ani najlepszej aktorki. Brytyjski rzecznik powiedział: »No cóż, przynajmniej aresztujemy naszych pedofilów«”.

Sprawy “ważne” i ważniejsze

Od 15 marca Sean Penn może pochwalić się w swoim dorobku aktorskim Oscarowym hat-trickiem. Pytanie, czy go to w ogóle obchodzi?

Kieran Culkin (chyba najlepiej oddający ironię całej sytuacji) wręczając i odbierając nagrodę dla najlepszego aktora drugoplanowego zażartował, że Pennowi nie chciało się przyjechać na galę. W praktyce — rzeczywiście — miał on ważniejsze spotkanie.

Gdy w Los Angeles trwała ceremonia wręczenia Oscarów, Penn przemierzał wschodnią Ukrainę w pobliżu linii frontu. Sfotografowano go w Słowiańsku w obwodzie donieckim, w sprzęcie ochronnym, obok żołnierzy przy punkcie kontrolnym. Zaangażowanie aktora w wojnę w Ukrainie jest widoczne od pierwszych dni inwazji: od bunkrów, przez gabinet prezydencki, aż po czerwony dywan.

Warto również zaznaczyć, że podczas jednej ze swoich poprzednich wizyt w 2022 roku wręczył prezydentowi Zełenskiemu złotą statuetkę.

 Czy Oscary straciły (polityczne) znaczenie?

W świecie ulotności informacji większość osób nie zapamięta nawet tytułu zwycięskiego filmu, a co dopiero politycznych deklaracji uczestników czerwonego dywanu. Po co więc się trudzić? Może Oscary powinny wrócić do swojej pierwotnej formy, gdy pierwsza gala wręczenia statuetek z 1929 roku trwała zaledwie 15 minut? Pozwolę sobie na komentarz w tej sprawie zestawiając subiektywny duet faktu i mitu.

MIT – nie uważam, że nawet te najmniejsze gesty nie mają wpływu. Bo mają. Drobna przypinka, jedno zdanie związane z walką o sprawiedliwość na świecie czy gest w stronę uciśnionej grupy ma znaczenie. Chodzi w końcu o reprezentacje.

FAKT – majętna część branży filmowej odchodzi od tematów kontrowersyjnych, albo traktuje o nich jedynie powierzchownie. Dlatego warto to punktować, albo po prostu olać. Jak Sean Penn.